Rozdział 1
cz.1
**oczami Jennifer**
pokój bohaterki (7:30 rano)
Drogi Pamiętniku!
Rutyna! ona mnie zabija! Ciągle to samo praca dom, praca dom. Mam nadzieje że wkrótce się to zmieni. Aaa!! mam niespodziankę napisałam to dosłownie
kilka chwil temu jako dzisiejszy wpis:
Świt
Gdy słońce wstanie o brzasku,
Świtem swym powita nowy dzień,
Wybije godzina , miłości śmierć,
Kat dokona kresu snów,
Pogrzebie ją w śród stosu słów,
Nienawiści mur odgrodzi nas,
Popłynie wielka smutku łza,
Zapanuje chaos w sercu mym,
Zastanę ciemność martwe sny.
Wiem, wiem, nic specjalnego ale tak jakoś mnie naszło zresztą coraz częściej mnie nachodzi;]
-Jennifer! spóźnisz się-usłyszałam donośny głos Samanty do chodzący z salonu
-cholera!- mruknęłam zamykają szybko pamiętnik jednocześnie zrywając się w pośpiechu z łóżka- zaraz zejdę-od krzyknęłam mamie łapiąc pokrowiec z ciuchami przywiezionymi wczoraj z sklepu. Po czym pobiegłam szybko do łazienki gdzie spędziłam 20min przygotowując się w pośpiechu. Gdy wyszłam z łazienki chwyciłam szybko pamiętnik wraz z czarną torbą zastawioną przed dzień na krześle. Zbiegając po schodach wpadłam do salonu gdzie czekała już mama.
-ślicznie wyglądasz-wyznała z uśmiechem zwracając uwagę na mój ubiór (zdj. pod rozdziałem)
- proszę, tata zostawił dla ciebie dziś -dodała podając mi gruby czarny notes z czarnym panger'em (czyt. pejdzerem)
- dzięki-podziękowałam z uśmiechem na tworzy, po czym mama przytuliła mnie dodając mi otuchy
- samochód czeka- poinformowała nas Sandra podchodząc do nas z wyciągając ku mnie lewą
dłonią z telefonem który zastawiłam wczoraj wieczorem w salonie
-dzięki-odparłam wyswobadzając się z objęć by odebrać swoją własność od siostry
-a ty? czemu nie gotowa- zapytałam wskazując wzrokiem na jej jedwabną kremowa piżamę
- wole -odparła znudzonym głosem, jednocześnie upijając mały łyczek pomarańczowego soku z trzymanej w prawej dłoni szklance. Opuszczając towarzystwo bliskich wyszłam z domu ruszając w kierunku czarnego firmowego mercedes'a przy którym stał trzydziesto paro letni szofer w czarnym garniturze
- dzień dobry pani - przywitał się z uśmiechem mężczyzna otwierając mi drzwi
-dzień dobry - odparłam odwzajemniając uśmiech jednocześnie wsiadając go samochodu
- to dokąd jedziemy- zapytał opierając się o drzwi mężczyzna
- do firmy- odparłam przyglądając się mężczyźnie no co szofer przytaknął zamykając drzwi
by potem zająć miejsce za kierownicą po czym odjechaliśmy.
* * * * * * * * * * * * * * *
Gdy samochód zatrzymał się przed budynkiem firmy ogarnęły mnie mieszane uczucia na widok setek rozwrzeszczanych dziewczyn z tysiącami kolorowych kartonów różnych rozmiarów i kolorów na których były wklejone cudze zdjęcia i wypisane jakieś kolorowe teksty. Po krótkiej pogawędce z kierowcą na temat cudzych fanek, zostałam sama na schodach budynku korzystając z okazji by lepiej przyjrzeć się ręcznie robionym plakatom jednocześnie próbując sobie przypomnieć skąd kojarzę idoli rozwrzeszczanego tłumu.
- Jenn szybko!-dobiegł mnie ponaglający głos Bell, długonogiej blog piękność - twój tata czeka w sali konferencyjnej - dodała podekscytowana kobieta za którą po chwili weszłam do dużego jak lotnisko holu wypełnionym po brzegi tłumem niczym się nie różniącym od tego z przed firmy. Gdy tylko dostałam się do windy od razu moje uszy odczuły ulgę.
- skąd ich się tyle wzięło- zapytałam liczą że usłyszę odpowiedź na nurtujące mnie pytanie.
- chyba nie mojego powodu- dodałam żartując - nie- odparła kobieta lekko rozbawiona- twój ojciec podpisuje ważne papiery z zespołem-dodała kobieta przybliżając mnie do odpowiedzi na moje nie wypowiedziane pytanie
- jak spotkanie dojdzie do skutku, będziemy pomagać przy wydaniu ich płyty
-wyjaśniła kobieta po chwili.
- to świetnie-odparłam entuzjastycznie- a jaki
to...
- za twoim ojcem też uganiały się tłumy- wyznała kobieta zmieniając temat-och to były
czasy-dodała wracając wspomnieniami do przeszłości o której tato nie chętnie opowiadał.
-opowiadał??- zapytałam ostatecznie sama zmieniając nie do końca świadoma temat.
- mi??- zapytała z śmiechem Bell- nie musiał byłam jego większą fanką-wyznała nieśmiało- miał wielki talent-wyznała wzdychają do swoich wspomnień kobieta
- nadal ma- poprawiłam sięgając do wspomnień w których ojciec rozweselał nas swoimi największymi
wokalnymi hitami
- naturalnie-zgodziła się kobieta po czym otworzyły się drzwi windy- do końca korytarza i w lewo
wyjaśniła kobieta dając do zrozumienia że tu nasze drogi się rozchodzą. Po wyjściu z windy energicznie odwróciłam się licząc że zdążę jeszcze zapytać jaki to zespół ale myliłam się. Jedyną rzeczą znajdującą się przede mną były zamknięte drzwi windy. Nie czekając dłużej skierowałam się szybszym krokiem w stronę sali konferencyjnej do puki nie poczułam w kieszeni spodni wibracji w telefonie. Zwinnym ruchem wyjęłam telefon na ekranie którego wyświetliła się wiadomość od Nicoli. Hej. Jak tam??- przeczytałam w myślach wiadomość
następnie zabierając się do szybkiego odpisywania. Do puki znikąd nie pojawił się wysoki, przystojny młodzieniec na którego wpadłam z taką siłą że aż się chłopak cofną jednocześnie trzymając swoje ciepłe silne dłonie nad moimi biodrami.
- przepraszam- rzucił lekko zdezorientowany brązowooki chłopak puszczając mnie po paru sekundach wpatrywania się
w moją zmieszaną twarz
- nie to moja wina-zaprzeczyłam jednocześnie poprawiając lekko swój wygląd zawstydzona.
- Jestem Liam- przestawił się lekko zawstydzony chłopak wyciągając do mnie dłoń.
-miło mi, mam na imię....-zaczęłam ściskając mu delikatnie dłoń. Nagle za pleców chłopaka usłyszeliśmy donośne wołanie mojego Ojca stojącego przy uchylonych drzwi sali konferencyjnej z której dochodziły głośne rozmowy.
- wybacz, ale muszę już iść-dodałam, jednocześnie mijając Liam'a, na widok poważnego wyrazu twarzy taty.
-ale jak masz na imię- zawołał za mną licząc że usłyszy odpowiedź, mylił się. Nie miałam odwagi zwrócić się do niego, gdy nie daleko stał zdenerwowany Kristofer. Jednak zanim zdążyłam dojść do niego, wyszedł z sali tłum ludzi z którymi żegnał się tak że zdążyłam bym zamienić słowo z nim. Ale on znikną tak szybko jak się pojawił uznałam gdy odwróciłam głowę za siebie podczas mijania się
z tłumem.
- proszę- zaprosił mnie Kristofer przepuszczając przy wejściu do sali ogromnej w której dominowały granatowoczarnej barwy. Na samym środku stał ok piętnastu metrowy stół z szklanego badu przy którym zajęłam miejsce po prawej stronie miejsca centralnego (dyrektora) w czarnym skórzanym fotelu, identycznego jak pozostałe
fotele otaczające stół- więc nie śpieszyło ci się na pierwsze poważne spotkanie w karierze- zaczął ojciec siadając na swoim centralnym miejscu, zaczynając temat który wywoływał u nas spięcia.
-tato, to tylko praca wakacyjna-uprzedziłam, wciąż upierając się że prowadzenie firmy nie jest
moim życiowym planem.
- Jeszcze, zobaczymy- urwał podając mi plik białych zapisanych czarnym drukiem kartek- to twoje zadanie na najbliższy czas- wyjaśnił widząc moje zaciekawienie- zaczynasz od jutra-dodał szukając jeszcze czegoś w niebieskiej teczce lezącej na stole- możesz podać to Bell jak będziesz wychodzić- zapytał po paru minutach wyjmując drugi plik papierów tym razem koloru kremowego.
właśnie na takich kartkach drukowano umowy i inne ważne dokumenty- jesteś wolna - wyznał mężczyzna gdy wzięłam od niego dokumenty.
-Aaa! bądź gotowa o 20:00 mamy kolację biznesową- zawołał mężczyzna gdy
prawie przekroczyłam próg sali na co pokiwałam głowa na zgodę i ruszyłam przed siebie.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
15:00 (dom chłopaków)
**oczami Naill'a**
- a temu co??- zapytał Harry stając obok kanapy na której siedział zamyślony
Liam'a podpierającego się prawym łokciem o oparcie kanapy wpatrzony w przestrzeń przed sobą
- zapytaj pięknej nie znajomej z MSP*- zaproponował Zayn siadając z pilotem na wolnym fotelu obok stojącego Harry'ego następnie sprowadzając kolejno kanały muzyczne.
-kolejna lalunia wczuła okazje?-zapytał ironicznie Harry zwracając się do Zayn'a
-ona ma imię- poprawił go poważnym głosem Liam ciągle myśląc o dziewczynie trzymając zaciśnięta pieść przy ustach.
-a mogę wiedzieć jakie?-zapytał chłopak siadając na oparciu kanapy
- nie wiem-przyznał bezradny Liam opuszczając rękę na kolano
- właśnie Liam-zawołał Harry przyznając rację kumplowi- daruj sobie ją, bo będziesz żałował jak ostatnio-dodał wyjaśniając kładąc lewa dłoń koledze na prawym ramieniu chcąc go pocieszyć.
-ona nie jest taka-zaprotestował w obronie Liam
-Liam wszystkie nie są takie na początku- stwierdził- do puki nie zaczną się okazję do drogich prezentów - dodał przypominając postępowanie ex Liam'a
-nie znasz jej- przypomniał Liam
- ty też nie-skomentował Louis zachodząc gadających chłopaków z marchewką która obecnie spożywał- nie chcę się wtrącać ale Harry ma rację, lepiej nie ryzykować
- a po za tym nie wiadomo czy ją jeszcze spotka-stwierdził trafnie Zayn wciąż szukając jakieś fajnej nuty.
-dokładnie- wtrąciłem popierając ciągle zajętego telewizją chłopaka
-jak mam wam udowodnić że nie wygląda na taką-zapytał zirytowany chłopak, zwracając się do Harry'ego i Louis'a.
- sprawdzimy ją-zaproponował Zayn przenosząc wzrok na chłopaków
- jak?- zapytali zaskoczeni pomysłem jednocześnie
-to proste, jeśli ją spotkamy będziemy ją podrywał jeśli złapie przynętę będzie wiadomo jaka jest
-dobre-przyznał Louis gryząc marchewkę
-nie do końca-wtrąciłem widząc nie doskonałość planu- będzie lepiej jak jeden z nas, bo może się domyśleć w co gramy-wyjaśniłem uważnie patrząc na twarze chłopaków.
-racja-przyznał Zayn-to który?-dodał skierowując wzrok na Harry'go razem z pozostałymi.
-wszytko dla ciebie-wyznał teatralnie Harry do Liam'a wiedząc o co chodzi jednocześnie rzucając się na chłopaka z uściskami po czym dołączył zazdrosny Lou.
____________________________________________________
ubranie Jenn
**oczami Jennifer**
pokój bohaterki (7:30 rano)
Drogi Pamiętniku!
Rutyna! ona mnie zabija! Ciągle to samo praca dom, praca dom. Mam nadzieje że wkrótce się to zmieni. Aaa!! mam niespodziankę napisałam to dosłownie
kilka chwil temu jako dzisiejszy wpis:
Świt
Gdy słońce wstanie o brzasku,
Świtem swym powita nowy dzień,
Wybije godzina , miłości śmierć,
Kat dokona kresu snów,
Pogrzebie ją w śród stosu słów,
Nienawiści mur odgrodzi nas,
Popłynie wielka smutku łza,
Zapanuje chaos w sercu mym,
Zastanę ciemność martwe sny.
Wiem, wiem, nic specjalnego ale tak jakoś mnie naszło zresztą coraz częściej mnie nachodzi;]
-Jennifer! spóźnisz się-usłyszałam donośny głos Samanty do chodzący z salonu
-cholera!- mruknęłam zamykają szybko pamiętnik jednocześnie zrywając się w pośpiechu z łóżka- zaraz zejdę-od krzyknęłam mamie łapiąc pokrowiec z ciuchami przywiezionymi wczoraj z sklepu. Po czym pobiegłam szybko do łazienki gdzie spędziłam 20min przygotowując się w pośpiechu. Gdy wyszłam z łazienki chwyciłam szybko pamiętnik wraz z czarną torbą zastawioną przed dzień na krześle. Zbiegając po schodach wpadłam do salonu gdzie czekała już mama.
-ślicznie wyglądasz-wyznała z uśmiechem zwracając uwagę na mój ubiór (zdj. pod rozdziałem)
- proszę, tata zostawił dla ciebie dziś -dodała podając mi gruby czarny notes z czarnym panger'em (czyt. pejdzerem)
- dzięki-podziękowałam z uśmiechem na tworzy, po czym mama przytuliła mnie dodając mi otuchy
- samochód czeka- poinformowała nas Sandra podchodząc do nas z wyciągając ku mnie lewą
dłonią z telefonem który zastawiłam wczoraj wieczorem w salonie
-dzięki-odparłam wyswobadzając się z objęć by odebrać swoją własność od siostry
-a ty? czemu nie gotowa- zapytałam wskazując wzrokiem na jej jedwabną kremowa piżamę
- wole -odparła znudzonym głosem, jednocześnie upijając mały łyczek pomarańczowego soku z trzymanej w prawej dłoni szklance. Opuszczając towarzystwo bliskich wyszłam z domu ruszając w kierunku czarnego firmowego mercedes'a przy którym stał trzydziesto paro letni szofer w czarnym garniturze
- dzień dobry pani - przywitał się z uśmiechem mężczyzna otwierając mi drzwi
-dzień dobry - odparłam odwzajemniając uśmiech jednocześnie wsiadając go samochodu
- to dokąd jedziemy- zapytał opierając się o drzwi mężczyzna
- do firmy- odparłam przyglądając się mężczyźnie no co szofer przytaknął zamykając drzwi
by potem zająć miejsce za kierownicą po czym odjechaliśmy.
* * * * * * * * * * * * * * *
Gdy samochód zatrzymał się przed budynkiem firmy ogarnęły mnie mieszane uczucia na widok setek rozwrzeszczanych dziewczyn z tysiącami kolorowych kartonów różnych rozmiarów i kolorów na których były wklejone cudze zdjęcia i wypisane jakieś kolorowe teksty. Po krótkiej pogawędce z kierowcą na temat cudzych fanek, zostałam sama na schodach budynku korzystając z okazji by lepiej przyjrzeć się ręcznie robionym plakatom jednocześnie próbując sobie przypomnieć skąd kojarzę idoli rozwrzeszczanego tłumu.
- Jenn szybko!-dobiegł mnie ponaglający głos Bell, długonogiej blog piękność - twój tata czeka w sali konferencyjnej - dodała podekscytowana kobieta za którą po chwili weszłam do dużego jak lotnisko holu wypełnionym po brzegi tłumem niczym się nie różniącym od tego z przed firmy. Gdy tylko dostałam się do windy od razu moje uszy odczuły ulgę.
- skąd ich się tyle wzięło- zapytałam liczą że usłyszę odpowiedź na nurtujące mnie pytanie.
- chyba nie mojego powodu- dodałam żartując - nie- odparła kobieta lekko rozbawiona- twój ojciec podpisuje ważne papiery z zespołem-dodała kobieta przybliżając mnie do odpowiedzi na moje nie wypowiedziane pytanie
- jak spotkanie dojdzie do skutku, będziemy pomagać przy wydaniu ich płyty
-wyjaśniła kobieta po chwili.
- to świetnie-odparłam entuzjastycznie- a jaki
to...
- za twoim ojcem też uganiały się tłumy- wyznała kobieta zmieniając temat-och to były
czasy-dodała wracając wspomnieniami do przeszłości o której tato nie chętnie opowiadał.
-opowiadał??- zapytałam ostatecznie sama zmieniając nie do końca świadoma temat.
- mi??- zapytała z śmiechem Bell- nie musiał byłam jego większą fanką-wyznała nieśmiało- miał wielki talent-wyznała wzdychają do swoich wspomnień kobieta
- nadal ma- poprawiłam sięgając do wspomnień w których ojciec rozweselał nas swoimi największymi
wokalnymi hitami
- naturalnie-zgodziła się kobieta po czym otworzyły się drzwi windy- do końca korytarza i w lewo
wyjaśniła kobieta dając do zrozumienia że tu nasze drogi się rozchodzą. Po wyjściu z windy energicznie odwróciłam się licząc że zdążę jeszcze zapytać jaki to zespół ale myliłam się. Jedyną rzeczą znajdującą się przede mną były zamknięte drzwi windy. Nie czekając dłużej skierowałam się szybszym krokiem w stronę sali konferencyjnej do puki nie poczułam w kieszeni spodni wibracji w telefonie. Zwinnym ruchem wyjęłam telefon na ekranie którego wyświetliła się wiadomość od Nicoli. Hej. Jak tam??- przeczytałam w myślach wiadomość
następnie zabierając się do szybkiego odpisywania. Do puki znikąd nie pojawił się wysoki, przystojny młodzieniec na którego wpadłam z taką siłą że aż się chłopak cofną jednocześnie trzymając swoje ciepłe silne dłonie nad moimi biodrami.
- przepraszam- rzucił lekko zdezorientowany brązowooki chłopak puszczając mnie po paru sekundach wpatrywania się
w moją zmieszaną twarz
- nie to moja wina-zaprzeczyłam jednocześnie poprawiając lekko swój wygląd zawstydzona.
- Jestem Liam- przestawił się lekko zawstydzony chłopak wyciągając do mnie dłoń.
-miło mi, mam na imię....-zaczęłam ściskając mu delikatnie dłoń. Nagle za pleców chłopaka usłyszeliśmy donośne wołanie mojego Ojca stojącego przy uchylonych drzwi sali konferencyjnej z której dochodziły głośne rozmowy.
- wybacz, ale muszę już iść-dodałam, jednocześnie mijając Liam'a, na widok poważnego wyrazu twarzy taty.
-ale jak masz na imię- zawołał za mną licząc że usłyszy odpowiedź, mylił się. Nie miałam odwagi zwrócić się do niego, gdy nie daleko stał zdenerwowany Kristofer. Jednak zanim zdążyłam dojść do niego, wyszedł z sali tłum ludzi z którymi żegnał się tak że zdążyłam bym zamienić słowo z nim. Ale on znikną tak szybko jak się pojawił uznałam gdy odwróciłam głowę za siebie podczas mijania się
z tłumem.
- proszę- zaprosił mnie Kristofer przepuszczając przy wejściu do sali ogromnej w której dominowały granatowoczarnej barwy. Na samym środku stał ok piętnastu metrowy stół z szklanego badu przy którym zajęłam miejsce po prawej stronie miejsca centralnego (dyrektora) w czarnym skórzanym fotelu, identycznego jak pozostałe
fotele otaczające stół- więc nie śpieszyło ci się na pierwsze poważne spotkanie w karierze- zaczął ojciec siadając na swoim centralnym miejscu, zaczynając temat który wywoływał u nas spięcia.
-tato, to tylko praca wakacyjna-uprzedziłam, wciąż upierając się że prowadzenie firmy nie jest
moim życiowym planem.
- Jeszcze, zobaczymy- urwał podając mi plik białych zapisanych czarnym drukiem kartek- to twoje zadanie na najbliższy czas- wyjaśnił widząc moje zaciekawienie- zaczynasz od jutra-dodał szukając jeszcze czegoś w niebieskiej teczce lezącej na stole- możesz podać to Bell jak będziesz wychodzić- zapytał po paru minutach wyjmując drugi plik papierów tym razem koloru kremowego.
właśnie na takich kartkach drukowano umowy i inne ważne dokumenty- jesteś wolna - wyznał mężczyzna gdy wzięłam od niego dokumenty.
-Aaa! bądź gotowa o 20:00 mamy kolację biznesową- zawołał mężczyzna gdy
prawie przekroczyłam próg sali na co pokiwałam głowa na zgodę i ruszyłam przed siebie.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
15:00 (dom chłopaków)
**oczami Naill'a**
- a temu co??- zapytał Harry stając obok kanapy na której siedział zamyślony
Liam'a podpierającego się prawym łokciem o oparcie kanapy wpatrzony w przestrzeń przed sobą
- zapytaj pięknej nie znajomej z MSP*- zaproponował Zayn siadając z pilotem na wolnym fotelu obok stojącego Harry'ego następnie sprowadzając kolejno kanały muzyczne.
-kolejna lalunia wczuła okazje?-zapytał ironicznie Harry zwracając się do Zayn'a
-ona ma imię- poprawił go poważnym głosem Liam ciągle myśląc o dziewczynie trzymając zaciśnięta pieść przy ustach.
-a mogę wiedzieć jakie?-zapytał chłopak siadając na oparciu kanapy
- nie wiem-przyznał bezradny Liam opuszczając rękę na kolano
- właśnie Liam-zawołał Harry przyznając rację kumplowi- daruj sobie ją, bo będziesz żałował jak ostatnio-dodał wyjaśniając kładąc lewa dłoń koledze na prawym ramieniu chcąc go pocieszyć.
-ona nie jest taka-zaprotestował w obronie Liam
-Liam wszystkie nie są takie na początku- stwierdził- do puki nie zaczną się okazję do drogich prezentów - dodał przypominając postępowanie ex Liam'a
-nie znasz jej- przypomniał Liam
- ty też nie-skomentował Louis zachodząc gadających chłopaków z marchewką która obecnie spożywał- nie chcę się wtrącać ale Harry ma rację, lepiej nie ryzykować
- a po za tym nie wiadomo czy ją jeszcze spotka-stwierdził trafnie Zayn wciąż szukając jakieś fajnej nuty.
-dokładnie- wtrąciłem popierając ciągle zajętego telewizją chłopaka
-jak mam wam udowodnić że nie wygląda na taką-zapytał zirytowany chłopak, zwracając się do Harry'ego i Louis'a.
- sprawdzimy ją-zaproponował Zayn przenosząc wzrok na chłopaków
- jak?- zapytali zaskoczeni pomysłem jednocześnie
-to proste, jeśli ją spotkamy będziemy ją podrywał jeśli złapie przynętę będzie wiadomo jaka jest
-dobre-przyznał Louis gryząc marchewkę
-nie do końca-wtrąciłem widząc nie doskonałość planu- będzie lepiej jak jeden z nas, bo może się domyśleć w co gramy-wyjaśniłem uważnie patrząc na twarze chłopaków.
-racja-przyznał Zayn-to który?-dodał skierowując wzrok na Harry'go razem z pozostałymi.
-wszytko dla ciebie-wyznał teatralnie Harry do Liam'a wiedząc o co chodzi jednocześnie rzucając się na chłopaka z uściskami po czym dołączył zazdrosny Lou.
____________________________________________________
ubranie Jenn
Tagi:
OPOWIADANIE
30.01.2012 o godz. 21:00


